yennyfer blog

Twój nowy blog

47.

2 komentarzy

Wróciłam z obozu konnego. Było wspaniale! Naprawdę wspaniale! Nic dodać nic ująć…

46.

4 komentarzy

Nareszcie zebrałam się w sobie. Stwierdziłam, że życie trwa za krótko i nie mogę zostawiać wszytskiego na ostatnią chwilę /rety, to przed chwilą to ja napisałam? Nie wierzę, że coś takiego powiedziałam!/. Dlatego przepisałam, a właściwie przestukałam do komputera opowiadanie powstałe między godziną 1 a 3 w nocy na tegorocznej zielonej szkole. Zanim je tutaj zamieszczę, chciałabym podziękować w szczególności Wampirkowi/Magdzie za to, że mnie do tego zdopingowała, Arlecie, bo mi o tym dzisiaj w autokarze przypomniała, Gabrysi, bo namietnie starała się przeszkodzić nam w dokończeniu tegoż opowiadania swym pomrukiwaniem przez sen (was chyba &*%$#%!!!!!!!, naprawdę jesteście @&*^#%&!!!!Grrrr!!!, Skuldowi/Gosi, bo tak, Ewelinie choc nie wystrugała mi patyczka, drugiej Gosi, bo dzielnie pracowała z nami przy naklejaniu, a później zrywaniu papierowych ludków ze ściany(wraz z tynkiem), Agacie, bo czasem wymyśliła jakieś interesujace zdanie :P, Basi, bo, bo tak mi sie podoba, paniom nauczycielkom, które okrzyczały nas jak wieczorem śpiewałyśmy piosenki i które użerały się z nami przez całe 6 czy tam 7 dni pobytu w Krynicy. Jak o kimś zapomniałam to przepraszam, ale wierzcie, skreloza boli.

OPOWIADANIE Z ZIELONEJ SZKOŁY

Krynica 2004 r.

Autorki:

Magda/Wampirek, Gosia, Ania/Yen, Agata

Wybiła północ i zadzwonił telefon : DRYŃ, DRYŃ, DRYŃ. Scholastyka zerwała się łóżka i pędząc do telefonu wbiła sobie kant łóżka w kolano. Ku rozpaczy dziewczyny (i uciesze czytelników) kant trafił w naczyńko krwionośne i krew silnym strumieniem sikała na wszystkie strony, tworząc ze Scholastyki dorodnego pomidora. Zapach erytrocytów, leukocytów trombocytów zwabił stado wampirów. Wleciały one przez otwarte uchylone, plastikowe okno, jednocześnie odgarniając za ucho blond włosy. Gdyby nie to, że miały błoniaste skrzydła, długie kły i czerwone, skośne oczy, można by nazwać je przystojnymi. Niestety, sikająca na wszystkie strony krew okazała się nie krwią, a mocno rozcieńczoną musztardą o lekko czerwonym zabarwieniu (bo była z dodatkiem papryki i pomidorów- dop. Przepisującej Yen). Gdy Wampirki poczuły w ustach delikatny smak musztardy… zaczęły rzygać.
-Scholastyko, przybyliśmy aby ujawnić ci głęboko ukryta prawdę, nie jesteś człowiekiem- zawiesił głos najbardziej przytomny Wampir- jesteś powolnym mutantem (ktoś czytał Mroczną Wieżę?- dop. przepisującej Yen)tostowo-musztardowym.
Kiedy Scholastyka usłyszała tekst Wampira pobiegła do kuchni po ketchup. Wtedy zorientowała się, że może na swojej „krwi” zarobić fortunę, zakładając fabrykę musztardy. Siknęła Wampirowi ketchupem w oko i tak rozprawiła się ze wszystkimi „najeźdźcami”. (rozpadły się w gluty- dop. Wampirka) Okazało się, że Wampir, który przyszedł przekazać jej tą tragiczną (jak dla kogo) wiadomość był twórcą kadłubków (hmm, takie ludki bez nóżek i rąk, znane z kawałów, 3e wie czym są - dop. przepisującej Yen), którzy postanowili zemścić się na Scholastyce. Lecz Scholastyka znalazła na nie sposób. Mianowicie wynajęła pogromców kadłubków: Helgę i Jurusia. Nie czekała na nich długo. Następnego dnia z drzwi czarnej limuzyny wyłonił/a (to kwestia dość sporna, wiele osób zastanawia się czy można zakwalifikować Helgę do płci żeńskiej, a nawet do rasy ludzkiej(przypomina trochę orangutana- dop. przepisującej Yen )) się potężny babor, ciągnący za sobą na smyczy małego pedała Jurusia, który ze wszystkich sił starał się jak najmniej wyglądać na pedała. Scholastyka usłyszała łomot, wybiegła na schody, co się okazało? Drewniane, lekko przeżarte przez korniki, schody załamały się pod ciężarem Helgi i pogromcy nie mogli stamtąd wyjść. Jednak było jeszcze jedno wyjście, specjalne, ukryte drzwi. Babor odkrył je przez przypadek. Chciał po prostu skrócić smycz Jurusia, bo biedak ze strachu zaczął skomleć, i przez przypadek wywaliła swym łokciem dziurę w ścianie. Otworzyli kolejne drzwi, z których wylały się na nich tony ketchupu. W praktycznej główce Scholastyki od razu powstał plan. „Założę od razu dwie fabryki. Ale-pomyślała- skoro mamy już dwie fabryki to czemu nie trzy? Połączymy musztardę i ketchup i powstanie szampon cytrusowy- Odór Jeśli trzy fabryki to czemu nie cztery? Będę zanurzała ludzi w ketchupie musztardzie sprzedawała z nich hamburgery na Górze Parkowej”. Stwierdziła, że należy wykorzystać towar pchający się w ręce. Spojrzała na dół na ciała Helgi i Jurusia pływające w tonach czerwonej mazi, nie będącej krwią. Scholastyka przystąpiła do produkcji. Otworzyła fabryki i pławiła się w kasie. Niestety, pewnego, mrocznego dnia nadeszły one… KADŁUBKI! Wraz z nimi z równoległego świata przybyły PAPIEROWE LUDKI z dzidami ze ściany pokoju numer 101 w pensjonacie Promien przy ul. Słonecznej 11 w Krynicy. Kadłubki i papierowe ludki jednogłośnie stwierdziły, że będą zwierzątkami Scholastyki i, że należy im się równe traktowanie oraz dostęp do wszystkich produktów fabryk. Dziewczyna wzięła kalkulator i obliczyła, iż kadłubki i papierowe ludki przyniosą jej straty finansowe.
Scholastyka stwierdziła, że nie podoba jej się imię i zmieniła je na Fatimę. Uznała, że jej misją na tym świecie jest niesienie pomocy bezdomnym kadłubkom, wampirom i dusiołkom. Zlikwidowała fabrykę hamburgerów i pieniądze ze sprzedaży przeznaczyła na budowę Kadłubkolandii. Zrobiła tam lunapark z rollercoasterem i kadłubki zapomniały zapiąć pasy więc wypadły. Nasza bohaterka stwierdziła, że taki surowiec nie może się zmarnować. Postanowiła zrobić z kadłubków sos bolognese. Pełne nienawiści i tęsknoty papierowe ludki podały Fatimę do sądy oskarżając ją o kadłubkobójstwo. W sądzie sędzią był taki (gest Wampirka/Magdy, świadczący o nietrzeźwości człowieka :)) czyli nie do końca sprawny umysłowo czyli „zmęczony” i na oskarżenia ludków powiedział żeby poszli lepiej spać, bo on woli Zozole.
-Jestem wymusowany- rzucił przez salę sądową.
Scholastykofatima odpowiedziała mu wiele obiecującym czyli dwuznacznym uśmiechem. Papierowe ludki postanowiły nie pozostawiać tak tej bulwersującej sprawy. Uznały, że najrozsądniej będzie wyeliminować Scholastykofatimę i przejąć jej fabryki w ramach odszkodowania. Postanowiły wynająć kogoś odpowiedniego, kogoś, kto sprawiłby żeby Fatima zaczęła podziwiać kwiatki od dołu- był nim Princip Zygmunt. Miał on doskonałe predyspozycje do wykonywanej pracy- z boku wyglądał jak… po prostu jak wielki kudeł. Niestety, nasz kudeł nie podjął tego wyznania, bo zakochał się od pierwszego wejrzenia w Scholastykofatimie. Bardzo nam wszystkim przykro, ale papierowe ludki tak łatwo nie odpuściły. Wynajęły Rolada z Gilead lub Wiedźmina z Rivii (jak kto woli/ do wyboru do koloru- dop. przepisującej Yen) aby raz na zawsze rozprawić się z Fatimę zdradziecką świnią- Principem. Podczas gdy ludki knuły, romans Fatimy i Principa rozkwitał. Princip codziennie rano przynosił ukochanej do łóżka trzy świeżo zamordowane myszy. Fatimoscholastyka najpierw próbowała go tego oduczyć lecz wkrótce zaniechała, bo neandertalska natura kochanka była nie do opanowania.
Fatimoscholastyka miała dość życia na kocią łapę i oznajmiła Zygmusiowi, że albo się pobiorą albo zabije go i przerobi na niskiej jakości hamburgery. Princip z nieumiarkowanym entuzjazmem przystał na tę propozycję. Ona dała mu w mordę. On jej oddał. Ona była pedałem. „Ona jest pedałem”- teraz już rozumiemy słowa tej piosenki. Fatima postanowiła przed ślubem na szczęście spalić książkę do fizyki. Nauczycielka tegoż przedmioty załamała ręce na widok tego widoku (to nie jest powtórzenie nieumyślne :)). Fatima zaczęła czkać: kle, ble, kle, ble zjedz se knedle. Ponieważ czkawka nie ustępowała, dziewczyna pojechała do Krynicy napić się Słotwinki. Z powodu tego, iż do krynickiego klimatu trudno się przyzwyczaić, puściła pawia na schody przed Główną Pijalnią (gest Wampirka/Magdy). Cała blada jak ściana usiadła na środku schodów i pokazywała ludziom czajniczki (lub inaczej gest Kozakiewicza :)), głupawo się przy tym uśmiechając. Z wrażenia powypadały jej wszystkie zęby. Dlatego musiała udać się do krynickiego dentysty, a że nasza służba zdrowia ma kłopoty, wstawiła sobie papierowe zęby.

45.

2 komentarzy

Nadchodzi czas składania podań. Powiem jedno: NIE CHCE MI SIĘ. Dziekuję za uwage i do usłyszenia.

44.

7 komentarzy

Wróciłam z Zielonej Szkoły. Cieszycie się, prawda?

43.

2 komentarzy

„Marbles”- Marillion.
A myślałam, że będę najmłodsza na koncercie. A tu proszę jaka niespodzianka: był jeden chyba 9 latek i 10 latka.
czy koncert mi się podobał? Był cudowny, powiem wiecej, był rewelacyjny, powiem jeszcze więcej złapałam marillionowego bakcyla ( chociaż grupa supportowa też nie była najgorsza, jakiś norweski zespół gaspazio, czy jakoś tak, w każdym bądź razie jak ta włoska pomidorowa ciapka). Musze sobie kupić koszulkę. tak, to już postanowione. Tego co czułam, czuje nie da się wyrazić, opisać słowami- to trzeba poprostu przeżyć.Steve Hogarth to znakomity wokalista, takiej skali głosu jeszcze nie słyszałam. Na dodatek to przesymapatyczna osoba. cały koncert podsumował : ” Thank you very much Cracow, that concert was bloody wondefull”. Były 2 bisy. Po cóż pisać o tym więcej skoro i tak nie oddam tego, co było TAM.

42.

3 komentarzy

„You better kill me befor I`ll kill you. You look good in black…”

Słońce świeci. Jak dobrze być znów wolnym. Wolę snuć się z kąta w kąt i obijać o ściany z myślą, że nudzi mi się. Tak dawno nie nudziłam się. Stęskniłam się za tym. teraz mam czas na wszystko.

Mam czas na obserwowanie białej ściany, bezsensowne siedzenie w Internecie, ogladanie przygłupawych komedii, czytanie książek o innej tematyce niż rozmnażanie się kręgowców itp., przyglądanie się ludziom z okna.

Zaczęłam kichać. Nie wiem czy to z powodu lodów czy pyłków. W każdym razie to napewno nie moja wina.

Moja siostra właśnie wpadła do pokoju z triumfalnym okrzykiem: „Mam Toon Mermaid”!!! Mam Toon Mermaid!!!” i rzuca we mnie Metal Tazem. Każdego cieszy co innego ^^”

Bilety na koncert leżą na półce. Bezpieczne miejsce.
To dobrze.
Bardzo dobrze.
Tak, wiem.

41.

1 komentarz

Wreszcie napisałam kompetencje. Powiem jedno: BYŁY TRUDNE. Powiem więcej były cholernie trudne. Dlatego pozegnałam się z liceum nr 2 i idę do7. Ech, niby 150 z hakiem to sporo, ale 160 zawsze lepiej brzmi. Ale mam tez dobrą wiadomość, wreszcie mam więcej czasu dla siebie, bloga i strony w przygotowaniu. Pięknie.

40.

4 komentarzy

Jak zapewne wszyscy widzą i podziwiają, zmieniłam wystrój. Jak bedę miała więcej czasu to postaram się stworzyć cos bardziej wartościowego^^”. Chce tylko podkreślić, że ów lay należy oglądać w rozdzielczości 800×600 w trybie bez włączonego F12, bo inaczej literki w bok uciekają /tak, wiem, nie dopracowałam tego:/.

Sprzymierzona z Wampirkiem jestem na wojennej ścieżce z pewną nauczycielką. Nię bedę wymieniała tutaj jej nazwiska, bo szanuję ustawe o ochrobie danych osobowych. O co poszło? Za wszystko, za całokształt twórczy. Dziś i tak doznałam już jeden szok, widząc nauczycielkę, która powinna być aktualnie na macieżyńskim jeszcze z przynajmniej 2 tygodnie! Na szczęście zniknęła prawie tak szybko jak się pojawiła. Miejmy nadzieję, że chciała sobie przedłużyć urlop ^^”

kolejna odsłona wesołej twórczości lekcyjnej Wampirka & Yen

LEKCJA BIOLOGII

Magda podparła podbródek na dłoni i wdziecznie ziewnęła. Spojrzała zaspanym wzrokiem na tablicę.
-Yyyy- inteligentnie odezwała się, widząc co lezy na ławce

Były to wstrętne grzyby, a dokładniej ich plechy, które wyglądały jak drzewo wyjedzone przez korniki!
Poczuła, że zbiera jej sie na mdłości. Zaczęła się niespokojnie wiercić. Mdłości przestały jej dokuczać, ale znów zaczęła sie niebezpiecznie gibać na krześle.
Wychodząc z klasy (spokojnie) wpadła na nią Anka alias Yen alias Dusiołek.
-Jezu, zdechłabym w tej klasie-wysapała- Oliwkowo-niebieska pleśń…
Magda skrzywiła się z niesmakiem i parodiując zachowanie nauczycielki wleciała na kolege z klasy.

-Sorry…-powiedziała.
Chłopak popatrzył się dziwnym wzrokiem na obie dziewczyny, uśmiechnął się, puknął w czoło i poszedł dalej. Anka zaczęła śpiewać- He was a punk!-Po czym Magda się do niej dołączyłą i szły tak obie przez pełen niebezpiecznych przeszkód-nauczycieli-korytarz.
Po chwili cała szkołą dołączyła się do nich i… He was a boy! She was a girl! Can I make any more obvious?…
Ułożyły do tego układ choreograficzny-połączenie makareny z asereje. Po zakończeniu tańców, Magda wpadła na genialny pomysł. Nie, nie wagary…
Jeszcze warto dodać, że pani S (słusznej postury matematyczka) zaczęła tańczyc na stole i było bardzo ciekawie.
Magda postanowiła wybłagac matematyczkę by udali się z klasą poskakać na bungee.
Pani S oczywiście zgodziła sie, ale dopiero w wakacje! Cała klasa sie popłakała i zalała swoimi łzami CAŁĄ szkołę.
Dlatego ją zamknięto i wakacje w tym roku rozpoczęły się wcześniej. Gdy zadowolona z siebie i całego świata Ania -po udanym skoku bungee- cała uhahana biegała po łące, Magda położyła się twarzą do ziemi i tkwiła w tej pozie przez dłuższy czas.
Anka zapytała się: Co robisz? Magda odpowiedziała:Słucham Bajora!
-Widzę, ze jest to wciągające zajecie- i odskoczyła w dal.

39.

1 komentarz

Tfu! Pfu! Ekch, ekch! Ależ się tutaj zakurzyło i ile pajęczyn! Powinnam się wsytdzić, naprawdę, ale chyba brak mi samokrytyki.
Do daleszego etapu olimpiady nie dostałam się i zabrakło mi 2 punktów…
Jakoś sobie poradzę^^” /niepoprawna optymistka/.
Odkryłam super, ekstra, rewelacyjną itp., itd.- książkę „Achaja”- migiem biec mi do księgarni kupować oba tomy! To poprostu trzeba przczytać!
Uuu, ble, właśnie oglądam zdjęcia do Resident Evil cośtam. Ohyda. Dobra, ale mniejsza z tym. Nie bedę nikogo zanudzała moimi przemyśleniami i relacjami żołądkowymi.
Nadszedł czas by wielkopomne dzieło autorstaw Wampirka i mojego ujrzało światło dzienne:
Characters:
Wampirek alias Magda
Yennyfer alias Ania
Magda przechadza się po pokoju co chwila tracąc równowagę i wpadając na ścianęAnka w tym czasie topi się w umywalceMagda wpada na wyśmienity pomysł! Kupi sobie…rybkiAnka nagle pojawia sie w kanale ściekowymMagda spotyka po drodze kolegę, który z fascynacją przygląda się płytką chodnikowymAnka spotyka stado szczurów, któremu przewodzi Ola(kol. z klasy, która jest…”inna”)Ola ma na sobie piękny, cudowny i co najważniejsze:MODNY…łańcuch z rury kanalizacyjnej (cóż…kol. twierdzi, że ozdoby kupuje sobie w metalshopie na rogu gdzie tak właściwie sprzedają wanny, rury itp.)Nie wspominając o tym, że jest on różowy. Na dodatek przefarbowała sobie włosy według kanalizacyjnej mody Wróćmy teraz do Magdy i jej interesującego spotkania.
-Co robisz?-pyta kolegi.
-Yyyyy, obserwuję fascynujący rozwój psychiczny płytek chodnikowych- odparł i powrócił do swojego zajęcia.
-Yyy-odpowiedziała Magda-to pracuj dalej.
Kolega zaczyna skakać z radości gdyż jedna z płytek urosła o milimetr!
Magda mówi: Ty idioto! To jest płytka, którą rozwaliłeś, a potem skleiłeś, a że zrobiłes to wszystko…TO MASZ!Dziwne pomysły Wampirka…->dopisek Yen.
I z diabolicznym uśmiechem na ustach daje mu kopniaka. Kolega błyskawicznie chwyta się za obolałą kostkę i zaczyna wdzięcznie podrygiwać przy akompaniamencie ulicznego grajka
I zadzwonił dzwonek. To wszytsko działo się rok temu…

38.

2 komentarzy

Wróciłam z olimpiady. Nareszcie mam to za sobą! Pomimo nierozgarniętej polonistki trafiłam bezpeicznie do szkoły, w której miał odbyć się konkurs. Pytania… Cóż, do łatwych to one na pewno nie należały. Podejrzewam, że będę mogła się pochwalić kilkoma błędami ortograficznymi i interpunkcujnymi. Jak mi poszło? Ogólnie to chyba nie jest strasznie. Czy przejdę dalej? Nie mam zielonego pojęcia, ale za dwa dni będą wyniki…

ania.gif


  • RSS