yennyfer blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2004

46.

4 komentarzy

Nareszcie zebrałam się w sobie. Stwierdziłam, że życie trwa za krótko i nie mogę zostawiać wszytskiego na ostatnią chwilę /rety, to przed chwilą to ja napisałam? Nie wierzę, że coś takiego powiedziałam!/. Dlatego przepisałam, a właściwie przestukałam do komputera opowiadanie powstałe między godziną 1 a 3 w nocy na tegorocznej zielonej szkole. Zanim je tutaj zamieszczę, chciałabym podziękować w szczególności Wampirkowi/Magdzie za to, że mnie do tego zdopingowała, Arlecie, bo mi o tym dzisiaj w autokarze przypomniała, Gabrysi, bo namietnie starała się przeszkodzić nam w dokończeniu tegoż opowiadania swym pomrukiwaniem przez sen (was chyba &*%$#%!!!!!!!, naprawdę jesteście @&*^#%&!!!!Grrrr!!!, Skuldowi/Gosi, bo tak, Ewelinie choc nie wystrugała mi patyczka, drugiej Gosi, bo dzielnie pracowała z nami przy naklejaniu, a później zrywaniu papierowych ludków ze ściany(wraz z tynkiem), Agacie, bo czasem wymyśliła jakieś interesujace zdanie :P, Basi, bo, bo tak mi sie podoba, paniom nauczycielkom, które okrzyczały nas jak wieczorem śpiewałyśmy piosenki i które użerały się z nami przez całe 6 czy tam 7 dni pobytu w Krynicy. Jak o kimś zapomniałam to przepraszam, ale wierzcie, skreloza boli.

OPOWIADANIE Z ZIELONEJ SZKOŁY

Krynica 2004 r.

Autorki:

Magda/Wampirek, Gosia, Ania/Yen, Agata

Wybiła północ i zadzwonił telefon : DRYŃ, DRYŃ, DRYŃ. Scholastyka zerwała się łóżka i pędząc do telefonu wbiła sobie kant łóżka w kolano. Ku rozpaczy dziewczyny (i uciesze czytelników) kant trafił w naczyńko krwionośne i krew silnym strumieniem sikała na wszystkie strony, tworząc ze Scholastyki dorodnego pomidora. Zapach erytrocytów, leukocytów trombocytów zwabił stado wampirów. Wleciały one przez otwarte uchylone, plastikowe okno, jednocześnie odgarniając za ucho blond włosy. Gdyby nie to, że miały błoniaste skrzydła, długie kły i czerwone, skośne oczy, można by nazwać je przystojnymi. Niestety, sikająca na wszystkie strony krew okazała się nie krwią, a mocno rozcieńczoną musztardą o lekko czerwonym zabarwieniu (bo była z dodatkiem papryki i pomidorów- dop. Przepisującej Yen). Gdy Wampirki poczuły w ustach delikatny smak musztardy… zaczęły rzygać.
-Scholastyko, przybyliśmy aby ujawnić ci głęboko ukryta prawdę, nie jesteś człowiekiem- zawiesił głos najbardziej przytomny Wampir- jesteś powolnym mutantem (ktoś czytał Mroczną Wieżę?- dop. przepisującej Yen)tostowo-musztardowym.
Kiedy Scholastyka usłyszała tekst Wampira pobiegła do kuchni po ketchup. Wtedy zorientowała się, że może na swojej „krwi” zarobić fortunę, zakładając fabrykę musztardy. Siknęła Wampirowi ketchupem w oko i tak rozprawiła się ze wszystkimi „najeźdźcami”. (rozpadły się w gluty- dop. Wampirka) Okazało się, że Wampir, który przyszedł przekazać jej tą tragiczną (jak dla kogo) wiadomość był twórcą kadłubków (hmm, takie ludki bez nóżek i rąk, znane z kawałów, 3e wie czym są - dop. przepisującej Yen), którzy postanowili zemścić się na Scholastyce. Lecz Scholastyka znalazła na nie sposób. Mianowicie wynajęła pogromców kadłubków: Helgę i Jurusia. Nie czekała na nich długo. Następnego dnia z drzwi czarnej limuzyny wyłonił/a (to kwestia dość sporna, wiele osób zastanawia się czy można zakwalifikować Helgę do płci żeńskiej, a nawet do rasy ludzkiej(przypomina trochę orangutana- dop. przepisującej Yen )) się potężny babor, ciągnący za sobą na smyczy małego pedała Jurusia, który ze wszystkich sił starał się jak najmniej wyglądać na pedała. Scholastyka usłyszała łomot, wybiegła na schody, co się okazało? Drewniane, lekko przeżarte przez korniki, schody załamały się pod ciężarem Helgi i pogromcy nie mogli stamtąd wyjść. Jednak było jeszcze jedno wyjście, specjalne, ukryte drzwi. Babor odkrył je przez przypadek. Chciał po prostu skrócić smycz Jurusia, bo biedak ze strachu zaczął skomleć, i przez przypadek wywaliła swym łokciem dziurę w ścianie. Otworzyli kolejne drzwi, z których wylały się na nich tony ketchupu. W praktycznej główce Scholastyki od razu powstał plan. „Założę od razu dwie fabryki. Ale-pomyślała- skoro mamy już dwie fabryki to czemu nie trzy? Połączymy musztardę i ketchup i powstanie szampon cytrusowy- Odór Jeśli trzy fabryki to czemu nie cztery? Będę zanurzała ludzi w ketchupie musztardzie sprzedawała z nich hamburgery na Górze Parkowej”. Stwierdziła, że należy wykorzystać towar pchający się w ręce. Spojrzała na dół na ciała Helgi i Jurusia pływające w tonach czerwonej mazi, nie będącej krwią. Scholastyka przystąpiła do produkcji. Otworzyła fabryki i pławiła się w kasie. Niestety, pewnego, mrocznego dnia nadeszły one… KADŁUBKI! Wraz z nimi z równoległego świata przybyły PAPIEROWE LUDKI z dzidami ze ściany pokoju numer 101 w pensjonacie Promien przy ul. Słonecznej 11 w Krynicy. Kadłubki i papierowe ludki jednogłośnie stwierdziły, że będą zwierzątkami Scholastyki i, że należy im się równe traktowanie oraz dostęp do wszystkich produktów fabryk. Dziewczyna wzięła kalkulator i obliczyła, iż kadłubki i papierowe ludki przyniosą jej straty finansowe.
Scholastyka stwierdziła, że nie podoba jej się imię i zmieniła je na Fatimę. Uznała, że jej misją na tym świecie jest niesienie pomocy bezdomnym kadłubkom, wampirom i dusiołkom. Zlikwidowała fabrykę hamburgerów i pieniądze ze sprzedaży przeznaczyła na budowę Kadłubkolandii. Zrobiła tam lunapark z rollercoasterem i kadłubki zapomniały zapiąć pasy więc wypadły. Nasza bohaterka stwierdziła, że taki surowiec nie może się zmarnować. Postanowiła zrobić z kadłubków sos bolognese. Pełne nienawiści i tęsknoty papierowe ludki podały Fatimę do sądy oskarżając ją o kadłubkobójstwo. W sądzie sędzią był taki (gest Wampirka/Magdy, świadczący o nietrzeźwości człowieka :)) czyli nie do końca sprawny umysłowo czyli „zmęczony” i na oskarżenia ludków powiedział żeby poszli lepiej spać, bo on woli Zozole.
-Jestem wymusowany- rzucił przez salę sądową.
Scholastykofatima odpowiedziała mu wiele obiecującym czyli dwuznacznym uśmiechem. Papierowe ludki postanowiły nie pozostawiać tak tej bulwersującej sprawy. Uznały, że najrozsądniej będzie wyeliminować Scholastykofatimę i przejąć jej fabryki w ramach odszkodowania. Postanowiły wynająć kogoś odpowiedniego, kogoś, kto sprawiłby żeby Fatima zaczęła podziwiać kwiatki od dołu- był nim Princip Zygmunt. Miał on doskonałe predyspozycje do wykonywanej pracy- z boku wyglądał jak… po prostu jak wielki kudeł. Niestety, nasz kudeł nie podjął tego wyznania, bo zakochał się od pierwszego wejrzenia w Scholastykofatimie. Bardzo nam wszystkim przykro, ale papierowe ludki tak łatwo nie odpuściły. Wynajęły Rolada z Gilead lub Wiedźmina z Rivii (jak kto woli/ do wyboru do koloru- dop. przepisującej Yen) aby raz na zawsze rozprawić się z Fatimę zdradziecką świnią- Principem. Podczas gdy ludki knuły, romans Fatimy i Principa rozkwitał. Princip codziennie rano przynosił ukochanej do łóżka trzy świeżo zamordowane myszy. Fatimoscholastyka najpierw próbowała go tego oduczyć lecz wkrótce zaniechała, bo neandertalska natura kochanka była nie do opanowania.
Fatimoscholastyka miała dość życia na kocią łapę i oznajmiła Zygmusiowi, że albo się pobiorą albo zabije go i przerobi na niskiej jakości hamburgery. Princip z nieumiarkowanym entuzjazmem przystał na tę propozycję. Ona dała mu w mordę. On jej oddał. Ona była pedałem. „Ona jest pedałem”- teraz już rozumiemy słowa tej piosenki. Fatima postanowiła przed ślubem na szczęście spalić książkę do fizyki. Nauczycielka tegoż przedmioty załamała ręce na widok tego widoku (to nie jest powtórzenie nieumyślne :)). Fatima zaczęła czkać: kle, ble, kle, ble zjedz se knedle. Ponieważ czkawka nie ustępowała, dziewczyna pojechała do Krynicy napić się Słotwinki. Z powodu tego, iż do krynickiego klimatu trudno się przyzwyczaić, puściła pawia na schody przed Główną Pijalnią (gest Wampirka/Magdy). Cała blada jak ściana usiadła na środku schodów i pokazywała ludziom czajniczki (lub inaczej gest Kozakiewicza :)), głupawo się przy tym uśmiechając. Z wrażenia powypadały jej wszystkie zęby. Dlatego musiała udać się do krynickiego dentysty, a że nasza służba zdrowia ma kłopoty, wstawiła sobie papierowe zęby.

45.

2 komentarzy

Nadchodzi czas składania podań. Powiem jedno: NIE CHCE MI SIĘ. Dziekuję za uwage i do usłyszenia.

44.

7 komentarzy

Wróciłam z Zielonej Szkoły. Cieszycie się, prawda?


  • RSS