yennyfer blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2003

2.

5 komentarzy

Za dwa dni Zielona Szkoła! Nareszcie! Błoga wolność. Co prawda Węgierskiej Górki nie nazwałabym luksusowym kurortem, ale na pewno warunki będą lepsze niż w tamtym roku… Tak sobie siedzę i myślę jak to będzie. Nie wiem, nie wiem. Nic nie wiem. Przecież to tylko sen- Matrix.

Chihuahua! ^^”

1.

10 komentarzy

Był Gigant i nie ma Giganta. To nie do uwierzenia. Ja ten sklep pamiętam od zawsze! A teraz go nie ma, spłonął…czemu?

(klik!) tak było
(klik!) i tyle z niego zostało

Jestem po konkursie recytatorskim(język francuski _-_) i dwóch sprawdzianach z matematyki(jak ja kocham ten przedmiot _-_).

Bilans dnia:

-święty spokój
-nowa płyta z Matrixa^^”
-2 miejsce w tym konkursie
-ogólnie znakomicie poprawione samopoczucie^^”

Wampirku, wybacz, że ta notka nie odpowiada twojemu poziomowi intelektualnemu, ale pisząc ją nie miałam absolutnie weny!

Nie dość, że pogoda w Krakowie wyjątkowo nie dopisuje to na dodatek muszę zrobić projekt na angielski, a później gnać do autobusu na zajęcia w 2LO. Heh, wierszyk po fancusku jeszcze mi pozostał. Nie mogę zawieść pani Ch. :P Skuldziaku, ty też ^^”

Nic

3 komentarzy

Dosłownie dopiero koło godziny dwudziestej mogę odetchnąć… Dlaczego?!
Heh, dostałam się do kolejnego etapu w konkursie na blog (ależ ja głupia istota jestem) , możecie głosować na: Klik!

Kobieta zmienną jest!
Coś o nowym layu:
-my orginal art!
-version 01
-Na zdjęciu jest : Boa( Wampirku, Skuld czy to wam czegoś nie przypomina? ^^”)

but.gifPisałam w domu, ot tak dla sprawdzenia, testy z części matematycznej. Załamałam się. Ja tego nie napiszę…

but.gifPraca napisana do ilustracji z podręcznika.

Dwóch mężczyzn powoli kroczyło aleją. Czarne kapelusze rzucały cień na ich twarze. Znacznie wybijali się na tle nadzwyczajnego parku. „Słyszymy, słyszymy…” szeptały między sobą trawy. „Widzę, widzę” na swój sposób śpiewała ścieżka w rytm kroków pozostawiających za sobą symetryczne wgłębienia.
-Masz jej zdjęcie- zaczął nerwowym głosem wyższy osobnik.
Niższy wyciągnął pistolet i zaczął go starannie polerować.
-Mam Pablo- splunął przez ramię.
-To…-przerwał.
Zatrzymał się i zaczął rozglądać dookoła.
-Słuchaj Liwio, może to zabrzmieć, ale- podrapał się po głowie- te drzewa- dreszcz wstrząsnął jego ciałem- chyba nas słuchają.
Liwio spojrzał na niego tępym wzrokiem.
-Drzewa NIE MÓWIĄ- warknął.
W milczeniu postąpili parę kroków dalej. niższy osobnik ze zdenerwowaniem zaciskał i rozprostowywał spocone dłonie.
-Nie- szepnął Pablo- Nie.
Jego towarzysz obrócił się na pięcie pozostawiając w miejscu obcasa dołek.
-CO?- ryknął.
-Nie zabiję. Nie. To się nie może tak ciągnąć. Nie chcę tak żyć.
-Posłuchaj. Nasz zawód to bogactwo. Nie, nie, to fortuna. Miliardy małych papierków, które dają ich posiadaczom nieograniczoną władzę!
-Nie! Kończę z tym!
-Jesteś tego całkowicie pewien?- zabłysły mu oczy.
-Tak.
- W takim razie- sięgnął pod płaszcz- do widzenia- wysylabizował.
Rozległ się strzał. drzewa skuliły swe łodygi. Wstrząsnął nimi ledwodostrzegalny dreszcz. „ I znów nie ma porozumienia. Znów…”- szeptały trawy.

but.gif…bo prosiła o nową notkę, chociaż może jej niezrozumiec i chyba nie o to dokładnie jej chodziło…^^”:

Wielki, ponury zamek, niegdyś tętniący życiem, zdawał się zasypiać wiecznym snem. Snem zapomnienia, z którego już nikt nigdy się nie obudził. Potężne błonia pokrywała sklecona z błota i pozostałości po śniegu. Szare, zniszczone buty powoli sunęły po żwirowej ścieżce. Skręciły w prawo o mało co nie potykając się o rozklekotany krawężnik. Brązowo-żółta substancja, niegdyś będąca roześmianym bałwanem z marchewką osadzoną na środku twarzy, pod naporem butów, które wciąż szwędały się po okolicy w nieokreślonym kierunku i celu. Zatrzymały się w pół kroku. Jeden z szarych półbutów zawisł nad skrawkiem zieleni. Właściciel obuwia uklęknął. Odgarnął zgniłe liście i patyki z kawałka świeżej trawy, niepokrytej śniegiem. Przybliżył głowę bliżej ziemi. Mały, biały kwiatek wyprostował się, rozejrzał dookoła. Na swój sposób uśmiechnął się do wybawiciela i zaczął poszukiwać promieni słonecznych, rozmrażając delikatne płatki. Szelest za krzakami oderwał postać od roślinki. Małe zwierzątko popędziło w stronę budynku. Właściciel butów podążył w ślad za nim…

Potężna sala z rzędami długich stołów śpiewała ponurą pieśń. Grube pajęczyny spowijały obrazy mężczyzn i kobiet odzianych w długie szaty. Czasem po podłodze przemknęła mysz, odbijając ślady filigranowych łapek na ciągnącym się przez całą długość pomieszczenia, perskim dywanie. Siedząca na krześle postać o beznamiętnym spojrzeniu, obserwowała pająka, który łapczywie pochłaniał muchę. Obserwator, czując nagły przypływ mdłości, odwrócił wzrok i utkwił go w naprzeciwległej pajęczynie pokrytej kropelkami rosy. Rosy? Przetarł oczy rękoma. Rosy. Małe, szarożółte zwierzątko z prawie czarnym ogonkiem, przemknęło środkiem Sali. Postać uszczypnęła się w ramię. Stworzonko ze skrzypnięciem otworzyło drzwi, pozostawiając za sobą srebrny przedmiot. Chłopiec założył na nos okulary. podążył za zwierzątkiem.

Stosy ksiąg porozrzucane w dowolnych miejscach, tworzyły majestatyczne wzory, konstrukcje. Kurz nie zważał na ich wielkość, grubość ani treść. Zadomowił się na wszystkich. Dziewczyna flegmatycznym ruchem przerzucała strony książki. Litery same układały się w słowa, słowa w zadania, ale to i tak nie miało żadnego znaczenia. Może kiedyś było inaczej, ale nie teraz. Nie teraz… Chude palce niezręcznie przeczesywały zmierzwione włosy, które i tak nie chciały się rozprostować. Zdenerwowana czytelniczka zacisnęła wolną rękę aż pobielały jej kostki. Na otwartej stronie przysiadł gołąb. Postać zelżyła uścisk. Oswobodziła drugą rękę z plątaniny włosów. Niedowierzając uśmiechnęła się i pogłaskała ptaka. Sterta książek upadła z hukiem na podłogę. Pięćdziesięciu Miecio centymetrowe zwierzątko,cisnęło w zdezorientowaną dziewczynę, srebrną kulkę i pognało po schodach w dół. Postać przestała gładzić gołębia. Wstała. Podniosła z ziemi sreberko…I udała się za stworzonkiem.

Chorągwie z lwami powiewały dzięki wpuszczonemu przez okno wiatru. Do pokoju jednocześnie wpadli dwaj chłopcy i dziewczyna. Na swój widok rozwarli usta ze zdziwienia i padli sobie w ramiona.
-Harry- chlipała dziewczyna- Ron…
-Nie płacz Hermiono- uśmiechnął się rudzielec i pogładził ją po włosach.
-A ja myślałam…- wtuliła twarz w szatę Harry`ego.
-Ciii-uspokoił ją Harry.
Dziewczyna odwróciła głowę. Nieduża grupa szarożółtych zwierzątek poświstywała radośnie i zawijała czekoladę w sreberka. Co chwila do stworzonek dołączały nowe.
-Co to?- przestała płakać Hermiono.
Harry otarł spływającą po policzku łzę.
-Świstaki budzą się ze snu- szepnął.
Coś co niedługo ukarze sie na Forum FF ^^” by Yennyfer alias Dusiołek

Cyk

12 komentarzy

Pewien zastój w pisaniu.Bywa. Kto by sie spodziewał, że może być tak gorąco? Na Rynku strasznie dużo ludzi. Wszyscy oblani potem, dyszący, ledwo łapiący oddech, pstrykający co chwila zdjęcia pod Kościołem Mariackim czy Sukiennicami. Nie przewidziałam tego^^”

Ktoś chce posłuchać uroczej piosenki? Klikaćtutaj


  • RSS